W niedzielnym meczu Futsal Ekstraklasy BSF Bochnia przegrał we własnej hali z FC Reiter Toruń 4:5. Spotkanie miało ogromne znaczenie w kontekście walki o utrzymanie, a jego wynik sprawia, że drużyna z Bochni pozostaje w strefie spadkowej.
Mecz był wyrównany i obfitował w bramki, ale to goście okazali się skuteczniejsi. Dla BSF to szczególnie bolesna porażka, bo bezpośredni rywale w walce o utrzymanie w tej kolejce tylko zremisowali.
– Uczulałem naszych zawodników, że nie patrzymy na innych, na inne wyniki, trzeba patrzeć tylko na siebie. My musimy wygrywać i punktować. Dzisiaj graliśmy o trzy punkty, niestety przegrywamy we własnej hali. Bardzo to boli, powiem szczerze – przyznał po meczu trener BSF Roman Vakhula.
Szkoleniowiec ponownie zwrócił uwagę, że BSF traci bramki w sposób, w jaki nie powinno się to zdarzać i takiemu zespołowi jak BSF po prostu nie wypada tak tracić goli.
Mimo trudnej sytuacji trener nie traci nadziei. – Zostało nam jeszcze sześć kolejek. Zrobimy wszystko żeby wygrywać i punktować.
Rozczarowania nie krył także kapitan zespołu Sebastian Leszczak.
– Niestety, przegrywamy u siebie. Mega ważny mecz, bo ten mecz wczorajszy Śląska z Widzewem dał nam troszeczkę szansy. Widać, że ta liga „chce nam pomóc”, żeby tu zostać, ale my nie za bardzo sobie pomagamy – przyznał.
– I naprawdę musimy chyba porozmawiać, bo to, co my tracimy bramki… Z taką mocą, jak zawodnicy z Torunia strzelili nam bramki, to dawno nie widziałem. I nie wiem, z czego to się bierze. Mam nadzieję, że przeanalizujemy ten mecz, bo musimy się przestać mówić, że wszystko będzie dobrze. Trzeba to pokazać na boisku – zakończył.










