Podczas czwartkowej sesji bocheńscy radni przez ponad dwie godziny omawiali „Analizę stanu gospodarki odpadami komunalnymi”. Mimo nowej umowy, z niższą kwotą, pojawiły się liczne wątpliwości dotyczące organizacji systemu, braku harmonogramów oraz przyszłości miejskiej spółki BZUK.
Tło sporu: nowy gracz i „sukces negocjacyjny”
Emocje wokół odpadów komunalnych w Bochni sięgają zenitu od tygodni. Po tym, jak Krajowa Izba Odwoławcza (KIO) oddaliła odwołanie bocheńskiego konsorcjum, burmistrz Magdalena Łacna podpisała 27 lutego umowę z firmą PUK TAMAX ze Skawiny. Kontrakt opiewający na ponad 9,6 mln zł ma obowiązywać przez 14 miesięcy – pisaliśmy o tym TUTAJ.
Od 1 marca firma Tamax realizuje system odbioru odpadów w Bochni przy współpracy z Bocheńskimi Zakładami Usług Komunalnych. Na mocy zawartego porozumienia miejska spółka pełni rolę podwykonawcy i w marcu faktycznie odbiera odpady od mieszkańców. To rozwiązanie miało zagwarantować stabilność systemu i ochronę miejsc pracy w miejskiej spółce, ale jak pokazała sesja, uspokoiło sytuację tylko na chwilę.
Prezentacja: odpadów produkujemy coraz więcej
Dyskusję otworzyła szczegółowa prezentacja Aldony Słowik, zastępcy dyrektora Wydziału Inwestycji i Gospodarki Komunalnej. Z przedstawionych danych wynika kilka kluczowych faktów:
- Uszczelnienie systemu: W systemie jest 91,56% zameldowanych mieszkańców, a liczba osób unikających opłat systematycznie spada dzięki weryfikacji deklaracji.
- Więcej tonażu: W 2025 roku zebrano ponad 9223 tony odpadów – to o 550 ton więcej niż rok wcześniej.
- Nowości: Wprowadzono nową frakcję – tekstylia. Będą one odbierane „spod drzwi” raz na trzy miesiące w specjalnych białych workach.
- Stawka bez zmian: Mimo niższej ceny w przetargu, opłata dla mieszkańca pozostaje na poziomie 33,50 zł.
Więcej o prezentacji, wraz z wykresami opracowanymi na podstawie przedstawionych danych, publikujemy TUTAJ.
Lista wątpliwości i wyjaśnień – esencja dyskusji
Długa debata radnych obfitowała w pytania, na które odpowiedzi starali się udzielać urzędnicy oraz burmistrzowie. Poniżej przedstawiamy syntetyczne zestawienie najważniejszych wątków:
1. Dlaczego cena dla mieszkańca nie spadła, skoro oferta Tamaxu jest tańsza?
Wątpliwość: Radni pytali o brak obniżki stawki 33,50 zł, wskazując, że koszty jednostkowe w nowym przetargu są niższe.
Wyjaśnienie: Urzędnicy tłumaczą, że na opłatę składa się nie tylko wywóz, ale też obsługa administracyjna i edukacja. Dodatkowo, miasto musi posiadać „bufor” na wypadek wzrostu tonażu w ciągu roku, co w poprzednich latach kończyło się koniecznością dopłat z budżetu w grudniu.
2. Gdzie są harmonogramy i worki?
Wątpliwość: Podnoszono kwestię „totalnego chaosu” – radni skarżyli się na brak papierowych harmonogramów i brak worków na nowe frakcje (tekstylia).
Wyjaśnienie: Opóźnienie wynikło z bardzo krótkiego czasu między wyrokiem KIO a rozpoczęciem umowy. W marcu obowiązywały stare terminy, a nowe harmonogramy na cały kontrakt są już weryfikowane i mają trafić do skrzynek mieszkańców w najbliższych dniach.
3. Co z BZUK-iem od 1 kwietnia?
Wątpliwość: Umowa podwykonawcza z miejską spółką kończy się z końcem marca. Radni dopytywali, czy pracownicy BZUK zostaną bez pracy.
Wyjaśnienie: Na dzień sesji nie było podpisanej nowej umowy na kwiecień, ale trwają rozmowy. Władze miasta deklarują, że zrobią wszystko, by pracownicy mieli zajęcie, a Tamax jest gotowy do samodzielnej obsługi lub wskazania innego podwykonawcy.
4. Jak kontrolować firmę spoza Bochni?
Wątpliwość: Czy pojazdy Tamaxu mają GPS-y, kamery i czy miasto będzie weryfikować wagę odpadów w Skawinie?
Wyjaśnienie: Od kwietnia, jeśli Tamax zacznie samodzielne kursy, miasto ma przeprowadzić kontrole bazy i sprzętu. Urzędnicy zapewniają, że systemy GPS i monitoring są wymogiem umowy i będą rygorystycznie sprawdzane.
5. Dlaczego miasto nie zleciło usługi BZUK-owi bez przetargu (tzw. in-house)?
Wątpliwość: W przestrzeni publicznej często pojawiało się pytanie: dlaczego Bochnia nie skorzystała z prawa do zlecenia wywozu śmieci własnej spółce „z wolnej ręki”, co uchroniłoby BZUK przed konkurencją z firmami zewnętrznymi?
Wyjaśnienie: Zastępca burmistrza Wojciech Woźniczka wyjaśnił, że tryb „in-house” wymaga, by 90% przychodów spółki z ostatnich 3 lat pochodziło ze zleceń miejskich. BZUK nie spełnił tego wymogu, co prawnie wymusiło ogłoszenie przetargu. Miasto chce jednak wzmocnić spółkę, aby w przyszłości możliwe było skorzystanie z takiego rozwiązania.
KIO: miasto mogło zrobić więcej?
Ważnym punktem debaty było przywołanie uzasadnienia wyroku Krajowej Izby Odwoławczej, o czym wspomniał przewodniczący rady Jan Balicki. Z analizy dokumentów wynika gorzka refleksja – choć odwołanie BZUK-u oddalono, w dyskusji padły stwierdzenia, że strona miejska mogła lepiej przygotować specyfikację przetargową. Jan Balicki zauważył, że orzeczenie wskazuje na błędy, przez które miasto bazowało głównie na oświadczeniach wykonawcy, zamiast twardo zweryfikować jego realne możliwości sprzętowe przed wyborem oferty.
Podsumowanie Jana Balickiego
Kończąc ponad dwugodzinną debatę, przewodniczący Jan Balicki nie krył sceptycyzmu, określając sytuację mianem potencjalnego „pyrrusowego zwycięstwa”. Podkreślił, że choć udało się wybrać tańszą ofertę, to ceną za to może być trudna sytuacja ekonomiczna miejskiej spółki BZUK i ogromny niepokój mieszkańców. Według niego, oszczędności mogą okazać się złudne, jeśli miasto zostanie z problemami logistycznymi i koniecznością ratowania własnego zakładu usług komunalnych.
Czytaj również:










