Enea AZS Politechnika Poznań zagra w finale Orlen Basket Ligi Kobiet! W decydującym, piątym meczu półfinałowym poznanianki pokonały na wyjeździe KSSSE Eneę AJP Gorzów Wielkopolski 80:60 i wygrały całą serię 3-2, eliminując najlepszy zespół rundy zasadniczej.
Spotkanie w Arenie Gorzów od początku było pod kontrolą gości. Politechnika wygrała pierwszą kwartę 22:12, a w drugiej jeszcze powiększyła przewagę, schodząc do szatni z wynikiem 47:24. W pewnym momencie różnica wynosiła aż 24 punkty i choć gospodynie próbowały wracać po przerwie, nie były w stanie realnie zagrozić rywalkom.
Poznanianki zdominowały mecz w „pomalowanym” – zdobyły aż 48 punktów spod kosza, dołożyły 45 zbiórek i były zespołem zdecydowanie bardziej fizycznym. Wykorzystały też problemy Gorzowa ze stratami i punktowały po błędach rywalek.
⭐ Kto błysnął?
Liderką zwyciężczyń była:
- Jessika Carter – 20 punktów (8/10 z gry), 7 zbiórek, dominacja pod koszem.
Świetne wsparcie dały:
- Jovana Popović – 14 punktów,
- Hannah Hank – 13 punktów i 6 zbiórek,
- Brittany Brown – 12 punktów, 11 zbiórek i 4 asysty,
- Emilia Kośla – 11 punktów i 3/4 za trzy.
To był kolejny mecz, w którym siłą Poznania była zespołowość – aż pięć zawodniczek z dwucyfrową zdobyczą punktową.
W Gorzowie wyróżniła się jedynie:
- Courtney Hurt – 24 punkty i 9 zbiórek.
Liderki zawiodły:
- Ashley Owusu – tylko 2 punkty i 1/8 z gry,
- Klaudia Gertchen – 5 punktów i bardzo niska skuteczność (2/11).
Gospodynie trafiły zaledwie 15,8 proc. rzutów za trzy i przez większość meczu nie potrafiły znaleźć rytmu w ataku.
Po meczu trener Politechniki Wojciech Szawarski długo podkreślał wagę sukcesu i poziom całej serii. – Jesteśmy szczęśliwi – rozpoczął, zaznaczając, że półfinał stał na bardzo wysokim poziomie. Dziękował rywalkom z Gorzowa za rywalizację, podkreślając, że była to „świetna seria”, pełna emocji i wyrównanych momentów, które mogły podobać się kibicom. Jak zaznaczył, oba zespoły „wygrywały na zmianę”, a tym większy szacunek należy się pokonanemu przeciwnikowi.
Szkoleniowiec dużo miejsca poświęcił własnej drużynie. Podkreślił, że jego zawodniczki nie tylko zagrały znakomity mecz numer pięć, ale przede wszystkim udźwignęły całą serię mentalnie. Mówił, że w trudnych momentach zespół zawsze potrafił się podnieść i do końca wierzył w zwycięstwo, funkcjonując jako prawdziwa drużyna. – Moje dziewczyny zagrały dzisiaj rewelacyjny mecz, ale całą serię pokazały charakter – zaznaczył.
Szawarski zdradził również, jakie były jego założenia przed decydującym spotkaniem. Jak mówił, w szatni nie skupiał się na finale ani medalach, ale na samej grze i podejściu zespołu. Podkreślał, że kluczowe było „zostawić wszystko na parkiecie” i mieć po meczu poczucie, że zrobiło się maksimum. Zaznaczył też, że najważniejsze było utrzymanie jedności przez pełne 40 minut – i jego zdaniem dokładnie to jego drużyna zrealizowała.
W jego ocenie o zwycięstwie zdecydowało wykonanie konkretnych założeń taktycznych. Trener wskazywał, że zespół wyciągnął wnioski z poprzedniego meczu – wygrał walkę na tablicach, przyspieszył grę i grał bardziej zdecydowanie w ataku. Zwracał uwagę, że ofensywa była prowadzona „do kosza, a nie w poprzek”, co przełożyło się na dużą liczbę penetracji i skutecznych akcji. Jak podsumował, jego zespół „zrealizował wszystko, co chciał” i był tego dnia po prostu lepszy.
Na koniec Szawarski nie ukrywał, że awans do finału to ogromne osiągnięcie dla całego środowiska w Poznaniu. Podkreślał, że drużyna już ma medal, ale jednocześnie jasno dał do zrozumienia, że ambicje sięgają wyżej. Opowiadał, że w szatni został oblany wodą przez zawodniczki, ale odpowiedział im, że chce przeżyć to samo za dwa tygodnie. Jak zaznaczył, zespół jest szczęśliwy i zmęczony, ale jednocześnie pełen energii i gotowy, by dalej wygrywać.










