Nowa Kronika Bocheńska: Kalendarz 30-lecia

-

Grudniowe wydanie Kroniki ma aż 116 stron, a wzbogaca go jeszcze kalendarz przypominający o jubileuszu miesięcznika. Poszczególne miesiące ilustrują zdjęcia z okładek lub związane z ich tematami. Najstarsze to pamiętany jeszcze przez dorosłych widok Rynku z prawdziwą zimą i… budką telefoniczną oraz posterunkiem policji. Okładka numeru zapowiada natomiast powrót na łamy bardzo lubianego przez czytelników cyklu „Dawne widoki Bochni”. Jan Flasza sięga tym razem do niepublikowanego dotąd zdjęcia placu, który zajmuje obecnie stadion miejski i analizuje zmiany widocznej z niego zabudowy, czyli także odnowionego ostatnio gmachu starostwa.

Ku pamięci i przestrodze. – W sobotę 11 grudnia na bocheńskim Rynku zainscenizowano starcia demonstrantów z oddziałami MO i ZOMO. Takie zdarzenia nigdy nie miały miejsca w Bochni, działy się natomiast na ulicach innych miast. Przygotowując inscenizację chciano przywołać dramatyzm tamtych czasów. Udało się, gdyż uczestnicy mocno wczuwali się w swoje role…

Listopadowe obrady bocheńskich radnych zdominowały dwie sprawy: odbiór odpadów komunalnych oraz rewitalizacja centrum miasta. Ponadto zwiększono wynagrodzenie burmistrza i diety radnych (do tego ostatniego trzeba było dodatkowego posiedzenia). Zasadność podwyżek nie była przedmiotem dyskusji, wynika ona bowiem ze zmiany przepisów dotyczących wszystkich polskich samorządów.  Na zdjęciach pokazujących aktualny stan prowadzonych inwestycji widać zmiany wyglądu kuźni na Plantach Salinarnych, którą podzielono na trzy strefy: w części południowej (od strony tężni) znajdzie się centrum informacji turystycznej i ogólnodostępne toalety, część środkową przeznaczono na kawiarnię, część północna to zaplecze dla kawiarni, magazyn oraz kotłownia. W części kawiarnianej odbudowano ścianę z oryginalnej cegły pochodzącej z rozbiórek w budynku, która z pewnością będzie stanowiła o klimacie tego miejsca.

– „Starano się tak budować, by południowa fasada dworu zawsze zorientowana była na godzinę 11:00. Dzięki temu słońce oświetlało wszystkie ściany domu, w okresie od kwietnia do września. Jeśli było to możliwe, sytuowano je na wzniesieniach, w otoczeniu starych drzew. Ze względów reprezentacyjnych dwory, w odróżnieniu od chałup, budowano zawsze frontem do drogi, nigdy bokiem” – wylicza obowiązujące zasady Ryszard Rybka.

– „Na zdjęciu, wykonanym na terenie obecnego Stadionu Miejskiego im. dr. Władysława Krupy, widzimy dość charakterystyczne kiedyś dla bocheńskich ulic pojazdy – konne wasągi, inaczej zwane popularnie półkoszkami lub bryczkami. Okazuje się, że dręczący dziś miasto problem parkowania dawał o sobie znać już od bardzo dawna. Wyprzęgnięte z wozu konie, z narzuconą ciepłą derką, z zadanym obrokiem w postaci owsa lub siana, oczekiwały cierpliwie w wyznaczonych do tego celu miejscach. Jednym z głównych miejsc postoju był teren dzisiejszego placu Turka wraz z przyległościami. Ale stało się to dopiero po przeniesieniu wcześniej funkcjonującego tam targu bydlęcego w rejon linii kolejowej Karola Ludwika. Dopóki jednak targowica na bydło funkcjonowała niemal w samym centrum miasta, rolę najważniejszego „parkingu” pełnił plac widoczny na fotografii. Czasem wozy zatrzymywano też w rejonie dzisiejszej ulicy Gejzy Bukowskiego, na Górnym Rynku i Słomianym Rynku, czyli obecnym placu Gazaris” – wylicza Jan Flasza. 

Inne spojrzenie na plac przy skrzyżowaniu obecnej ulicy Parkowej z ulicą Kazimierza Wielkiego ma Jerzy Noskowiak, który prezentuje książkę wydaną z okazji 100-lecia Bocheńskiego Klubu sportowego: – „Przypomniano osiągnięcia piłkarskie, przybliżono mało znane fakty, powrócono do pionierów z Henrykiem Regułą na czele. Nie brakuje wzruszających wspomnień związanych z ludźmi sportu, takimi jak: Marian Biernat, Ryszard Majcher, Stefan Lipina, Jerzy Steckiw, Marian Sołtys czy Stanisław Chełmecki. A także nieznanych historii opowiedzianych przez znane postacie dzisiejszych czasów, jak choćby przez Jana Balickiego, Wiesława Biernata, Stanisława Broszkiewicza i Kazimierza Barnasia.”

– „Cztery dekady to wystarczająco dużo, by pamięć o tamtej tragicznej grudniowej nocy i wydarzeniach po niej następujących mocno zatarła się w zbiorowej pamięci, by na wieczną wartę odeszło wielu uczestników i naocznych świadków oraz pojawiły się całe pokolenia, dla których 13 grudnia 1981 roku to tylko zamierzchła przeszłość. Więc trzeba im przypominać jak było, bo jak proroczo wyraził się kiedyś hiszpański filozof i eseista José Ortega y Gasset: – „Ci, którzy nie znają swojej historii, są skazani na jej powtarzanie” – tak Ireneusz Sobas rozpoczyna „Bocheńską kronika stanu wojennego”.

Czy można niemal od źródeł do ujścia przepłynąć kajakiem dwie najdłuższe polskie rzeki? – Tak, dokonał tego bochnianin Paweł Gałczyński. Po szczęśliwie zakończonej przygodzie z Wisłą, latem tego roku pełen entuzjazmu, ale i obaw, postanowił zmierzyć się samotnie z Odrą, a w planach na przyszły rok ma czwartą pod względem długości rzekę w kraju – Bug (trzecia jest Warta). Na pytanie Małgorzaty Kowalskiej-Kucharskiej o pokonywane dystanse odpowiedział: – „Średnio od 30 do 50 kilometrów dziennie. Raz próbowałem się sprawdzić na odcinku stu kilometrów. Na szybszej Wiśle przepłynąłem taki dystans w 14,5 godziny. A na dużo wolniejszej Odrze udało mi się tego dokonać w 12,5 godziny. Niemożliwe stało się możliwe.”

Pisząc o tym, jak pojmowana jest rewitalizacji terenów pogórniczych w prowincji Limburgia, Piotr Langer dzieli się także refleksją pomiędzy wierszami: – „W polskich miastach pełno jest przykładów miejsc dopiero co „zrewitalizowanych”, ale wciąż pustych i martwych, które pomimo technicznej i estetycznej naprawy nie stały się areną życia miejskiego. Mam nadzieję, że bocheński Rynek do nich nie dołączy, a belgijska kopalnia „Heusden-Zolder” stanie się dla lokalnego samorządu dobrą inspiracją do prowadzenia rewitalizacji przez duże „R”.

– „W mieście Königsberg, w Prusach, jest wyspa o nazwie Kneiphof, oznaczona symbolem A, wokół której płyną dwie odnogi rzeki Pregel. Siedem mostów, oznaczonych a, b, c, d, e, f i g, przecina te odnogi. Czy można tak zaplanować spacer, aby przejść po każdym z tych mostów, ale nie więcej niż raz? Słyszałem, że wielu twierdzi, że to niemożliwe, inni mają wątpliwości, i nikt nie znalazł jeszcze takiej trasy”. Leonhard Euler – żyjący w XVIII wieku wybitnie płodny i wszechstronny matematyk, pokazał, że szukany spacer po Królewcu nie istnieje. Dlaczego tak jest przystępnie tłumaczy Jakub Konieczny.

– „Gra na których instrumentach cieszy się największą popularnością w Zespole Państwowych Szkół Muzycznych w Bochni? Dyrektor Krzysztof Krawczykiem, w rozmowie z Agnieszką Dziki, odpowiedział: – „Fortepian i gitara – przodują. I dlatego najtrudniej dostać się do tych właśnie klas. Na przykład na fortepian mamy po 30-40 kandydatów, a miejsc jest kilkanaście. Sądzę, że sukces naszego absolwenta Jakuba Kuszlika przełoży się w przyszłym roku na jeszcze większe zainteresowanie tym instrumentem.” Swoimi refleksjami dzieli się także Agata Zając – pierwsza nauczycielka Jakuba Kuszlika, który znalazł się w gronie laureatów ostatniego Konkursu Chopinowskiego. Opowiada, kto wprowadził ją w świat muzyki, jak traktuje swoją pracę, co czuła, gdy jej uczeń sięgał po laury oraz czy fortepian jest „prostym instrumentem”. 

– „Bochnia od lat jawi mi się jako miasto, gdzie niezależnie od mód i trendów kocha się muzykę rockową. I jest w tej stałości coś pięknego. Jest w niej wolność właśnie – żeby robić swoje niezależnie od tego, co nam mówią. Robić swoje, zgodnie z tym, co czujemy. I zawsze tak z rockiem było. Że nie dawał się ugłaskać, szedł pod prąd, przełamywał schematy i przede wszystkim był szczery” – tymi słowami rozpoczęła koncert „Wyobraź sobie – WOLNOŚĆ” prowadząca go Agnieszka Barańska, wieloletnia dziennikarka muzyczna Radia Kraków. Koncert zorganizował 14 listopada Miejski Dom Kultury w amfiteatrze na Uzborni z okazji Święta Niepodległości, a także jubileuszu 50-lecia wydania płyty „Imagine” Johna Lennona – stąd tytuł wydarzenia. 

Kronika przypomina, w kolejności prezentacji, wszystkie kandydatki do tytułu tegorocznej Gracji, każda z pięciu bocheńskich szkół średnich ma dwie reprezentantki. By głos wskazujący Grację Bocheńską 2021 był ważny, kupon musi trafić do redakcji najpóźniej 8 stycznia 2022 roku. Relacja z wręczenia nagród zwyciężczyni znajdzie się w numerze styczniowo-lutowym i poprzedzi… prezentację pierwszej uczestniczki 19. edycji konkursu. Potencjalne kandydatki mogą już teraz przesyłać swoje zgłoszenia na adres: [email protected] 

– „Prawdziwego holenderskiego matjasa nigdy nie zalewa się olejem ani octem – podawany jest najczęściej tylko z posiekaną cebulką, czasem też z ogórkiem kiszonym To, co dostępne jest w polskich sklepach pod nazwą śledź „à la matjas” nie ma nic wspólnego z wybornym oryginałem. A ponieważ od 2015 roku Maatjesharingen jest marką zastrzeżoną w Unii Europejskiej, ten specjał – dostępny na naszym rynku – możemy sprowadzać tylko z Holandii” – wyjaśnia Rafał E. Stolarski i wraz z przepisami na różne formy podawania śledzi przytacza nie tylko ich wszechstronne walory smakowe, lecz także zdrowotne.

W listopadzie koszykarki Contimax MOSiR Bochnia dostarczyły wielu emocji swoim kibicom. I choć nie zawsze z parkietu schodziły zwycięskie, utrzymały wysokie, trzecie miejsce w tabeli I ligi. Jakub Noskowiak zauważa ponadto: – „Do końca roku bochniankom pozostały trzy spotkania. Szczególnie ciekawie zapowiada się ich ostatnie przedświąteczne starcie, kiedy to na wyjeździe zmierzą się z wiceliderem – Widzewem Łódź.”

– „Chcemy awansować, dlatego poszukujemy opiekuna z najwyższej półki. Rozmawiamy z absolutnie czołowym polskim trenerem. Moim zdaniem zalicza się on do grona dwóch najlepszych w naszym kraju” – tak kwestię następcy Waniczka i Wołoszyna, tuż po rezygnacji pierwszego z nich, przedstawiał prezes Czaja. W połowie listopada okazało się, że nie rzucał słów na wiatr. Nowym szkoleniowcem BSF-u został Klaudiusz Hirsch informuje Mateusz Henryk Filipek.

Na stałe pytania rubryki „Znamy się tylko z widzenia” Agata Zając odpowiedziała m.in. tak:

Moim ulubionym zajęciem jest

rozmowa, lubię spotykać się z ludźmi. A także moja praca. Po tylu latach nadal czerpię z niej wielką przyjemność i satysfakcję. Uczę się od moich uczniów, jak nieustannie cieszyć się życiem i to od nich czerpię energię.

Gdybym mogła zaprosić dowolną osobę na obiad, wskazałabym

Stanisław Lem jest dla mnie wizjonerem przyszłości i chętnie bym się z nim spotkała, i zapytała dokąd zmierzamy. 

Mam takie motto, taką myśl, do której wracam

Kiedy coś mi nie wychodzi, coś mnie przerasta, staram się nie odpuszczać i dać sobie kolejną szansę mówiąc „jutro też będzie dzień” za Scarlett O’Harą z „Przeminęło z wiatrem”.

W kobietach podoba mi się

ich delikatność, eteryczność, przy umiejętności bycia stanowczą, zdecydowaną i twardą. Lubię w kobietach ich nieprzewidywalność. 

Kalendarz

Numer zamyka darmowa wkładka – bardzo użyteczny (imieniny, święta), starannie wydany 13-kartkowy (A3) kalendarz, którego mecenasem jest firma WernerKenkel. Zdjęcia pokazują jak wieloma sprawami interesują się czytelnicy Kroniki Bocheńskiej.

PODOBNE ARTYKUŁY

NAJNOWSZE

Artykuły promocyjne

Ogłoszenia

maj, 2022

X