Bocheński wątek afery maseczkowej. „Nie mamy nic do ukrycia, współpracujemy z organami badającymi sprawę”

-

W mediach ogólnopolskich opisujących tzw. „aferę maseczkową” pojawiły się informacje, że importerem towaru z Chin była bocheńska firma. Rzecznik prasowy reprezentujący przedsiębiorstwo potwierdza ten fakt, ale jednocześnie podkreśla: firma nie sfałszowała żadnych dokumentów, deklaruje też pełną współpracę z organami badającymi tę sprawę.

W piątek warszawska Prokuratura Okręgowa wszczęła śledztwo w tej sprawie po zawiadomieniu od Ministerstwa Zdrowia. Resort za 5 mln zł kupił maseczki od firmy z Zakopanego, która sprzedała towar odkupiony od importera z Bochni. Według informacji przekazanych przez Ministerstwo Zdrowia, maseczki nie spełniają polskich norm jakościowych.

Piotr Danek, rzecznik prasowy grupy Igloo, zwraca uwagę: – Spółka posiada doświadczenie i trudni się handlem na rynkach azjatyckich, w tym Chinach – współpracuje ze Wschodem w zakupach i sprzedaży różnych towarów ponad 20 lat. Sprowadzony towar posiadał wszelkie oryginalne badania i certyfikaty. Transakcja nie odbiegała od standardowych transakcji zawieranych przez Spółkę.

Piotr Danek podkreśla, że ani spółka Igloo z o.o., ani żadna inna firma występująca w przedmiotowej transakcji nie sfałszowała żadnych dokumentów. – Ministerstwo Zdrowia otrzymało dokumenty, które spółka Igloo otrzymała od producenta, który działa na rynku od 1996 roku.

Przedstawiciel bocheńskiej firmy zaznacza także: – Wszelkie transakcje finansowe dokonane w ramach grupy kapitałowej posiadały uzasadnienie gospodarcze, a w szczególności podyktowane były obowiązującymi w tamtym czasie stawkami rynkowymi. Wszystkie uczestniczące w transakcjach podmioty opłaciły również z tego tytułu należności publicznoprawne. Nieprawdą są wszelkie informacje jakoby maseczki sprzedane zostały po zawyżonych kwotach.

Rzecznik prasowy zwraca uwagę: – Cena jest zawsze pochodną podaży i popytu. W marcu, kiedy cały świat kupował środki ochrony przed koronawirusem, podaż nie nadążała za popytem. Miało to wpływ na ceny towarów, takich m.in. jak maski czy rękawiczki.

– Z całą stanowczością oświadczamy, że dostarczone Ministerstwu Zdrowia maski uprzednio sprowadzone za pośrednictwem firmy IGLOO, spełniały wszelkie wymogi zamawiającego i były pełnowartościowe – zaznacza Piotr Danek.

Reprezentujący firmę rzecznik prasowy przyznaje, że ze względu na szum medialny wyjaśnianie sprawy jest utrudnione. Zaznacza jednak:

Osoby działające w imieniu spółek Igloo są przekonane, że z ich strony nie doszło do jakichkolwiek naruszeń prawa, a już w szczególności prawa karnego. W razie potrzeby, wszystkie te osoby nie mając nic do ukrycia, są gotowe do współpracy zarówno z Ministerstwem Zdrowia jak i wszelkimi organami wyjaśniającymi sprawę, zależy im bowiem nie mniej niż opinii publicznej na pełnym wyjaśnieniu tej sprawy i utrzymaniu posiadanego dobrego imienia oraz zaufania. Pomimo utrudnień związanych z pandemią koronawirusa oraz koniecznością wyjaśnienia przedmiotowej sprawy, sytuacja Firm z Grupy IGLOO jest stabilna, a ich pozycja na rynku niezagrożona.

PODOBNE ARTYKUŁY

NAJNOWSZE

Artykuły promocyjne

Ogłoszenia

lipiec, 2022

X