Kolejne pokolenia na parkiecie. Jak piłka ręczna od dziesięcioleci wychowuje młodych Bochnian

-

Gdyby ktoś chciał opowiedzieć historię bocheńskiej piłki ręcznej ostatnich kilkudziesięciu lat, trudno byłoby znaleźć lepszych rozmówców niż Ryszard Tabor i Marcin Bożek.

Obaj najpierw byli zawodnikami, później trenerami. Obaj związali z piłką ręczną niemal całe swoje życie. Obaj pamiętają czasy, gdy trenowano jeszcze na asfaltowych boiskach, a o nowoczesnych halach sportowych można było jedynie marzyć. I obaj zgodnie twierdzą, że największym sukcesem bocheńskiej piłki ręcznej nie są awanse, medale czy miejsca w tabelach.

– Najważniejsze jest to, jakimi ludźmi później stają się ci chłopcy – mówi Ryszard Tabor.

Tradycja starsza niż MOSiR

Marcin Bożek trafił do piłki ręcznej jako uczeń Szkoły Podstawowej nr 5. – Trenowaliśmy na asfaltach, takie były wtedy warunki… – wspomina. Później była klasa sportowa w I Liceum Ogólnokształcącym, studia na Akademii Wychowania Fizycznego i występy w ligowych drużynach. Po kontuzji zdecydował się poświęcić pracy szkoleniowej.

Ryszard Tabor początkowo marzył o piłce nożnej. Grał na bramce w Nowym Wiśniczu i, jak sam przyznaje, radził sobie całkiem dobrze. Kiedy jednak trafił do liceum w Bochni, zobaczył, że to właśnie piłka ręczna daje większe możliwości rozwoju.

– Przyjeżdżały tutaj najlepsze drużyny w Polsce. Pomyślałem, że chcę spróbować właśnie tego sportu – wspomina. Potem była gra w krakowskim AZS-ie, praca trenerska i powrót do rodzinnego miasta.

W połowie lat 90. obaj – związani już wcześniej z bocheńską piłką ręczną – znaleźli się w gronie ludzi, którzy kontynuowali rozwój dyscypliny pod skrzydłami nowo utworzonego MOSiR-u.

Dwie różne drogi, jeden cel

Przez kolejne trzy dekady ich role często się uzupełniały.

Bożek pracował przede wszystkim z najmłodszymi zawodnikami, odpowiadając za pierwsze etapy szkolenia. Tabor przejmował chłopców w starszych kategoriach wiekowych, prowadził nie tylko drużyny juniorskie ale także seniorskie występujące w barwach Bocheńskiego Klubu Sportowego.

Oparta na zawodnikach MOSiRu seniorska drużyna BKS odnosiła sukcesy: awans do drugiej ligi, później do pierwszej ligi. Było nawet piąte miejsce na zapleczu ekstraklasy osiągnięte drużyną opartą głównie na wychowankach!

– Wszystko zaczynało się od szkolenia młodzieży – podkreśla Ryszard Tabor.

I właśnie w tym zdaniu zawiera się filozofia, która przez lata pozwalała bocheńskiej piłce ręcznej rozwijać się mimo zmieniających się realiów, sponsorów i struktur organizacyjnych.

Fundament nazywa się Mała Bocheńska Liga

Zapytani o to, skąd obecnie biorą się kolejne pokolenia zawodników, obaj trenerzy niemal natychmiast wskazują na ten sam projekt: Małą Bocheńską Ligę Piłki Ręcznej.

Dla wielu dzieci jest to pierwszy kontakt z tą dyscypliną. Pierwszy mecz, pierwsze sportowe emocje i pierwsza okazja do rywalizacji z rówieśnikami. Dla trenerów to natomiast fundament całego systemu szkolenia.

To właśnie tam rozpoczyna się większość historii młodych zawodników, którzy później trafiają do grup treningowych MOSiR-u. Liga od lat przyciąga szkoły z Bochni i okolicznych miejscowości, stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych inicjatyw sportowych dla dzieci w regionie.

– To nasza wizytówka – przyznają trenerzy.

Sukces ma wielu autorów

Choć twarzami tej historii uczyniłem Ryszarda Tabora i Marcina Bożka, obaj bardzo wyraźnie podkreślają, że sukces bocheńskiej piłki ręcznej nigdy nie był dziełem jednej czy dwóch osób.

Ogromną rolę odgrywa również współpraca ze szkołami. To właśnie nauczyciele wychowania fizycznego często jako pierwsi dostrzegają sportowy potencjał dzieci i zachęcają je do udziału w zajęciach.

Dziś MOSiR współpracuje między innymi ze szkołami w Bochni i Gawłowie, a także realizuje programy Związku Piłki Ręcznej w Polsce wspierające szkolenie najmłodszych.

– Bez tej współpracy byłoby znacznie trudniej – przyznają trenerzy.

Więcej niż sport

O wynikach mogą opowiadać długo. O mistrzostwach Małopolski, awansach do rozgrywek centralnych czy zawodnikach trafiających do kadr wojewódzkich również. Jednak kiedy rozmowa schodzi na to, co najważniejsze, obaj trenerzy zaczynają mówić o czymś zupełnie innym.

O wychowaniu.

Marcin Bożek żartobliwie wspomina mamę jednego z zawodników, która po powrocie z zagranicznego turnieju pytała go, jak udało się sprawić, że syn sam zaczął rano wstawać, dbać o porządek i wykonywać swoje obowiązki. – Uczymy punktualności, odpowiedzialności, współpracy i konsekwencji – wylicza trener.

Ryszard Tabor przywołuje historię młodego zawodnika, który tłumaczył siostrze przeżywającej słabszą ocenę w szkole, że porażki są czymś naturalnym i należy umieć sobie z nimi radzić.

– To są rzeczy, które przydają się później przez całe życie – podkreślają zgodnie obaj szkoleniowcy.

Sztafeta pokoleń trwa

Dziś w sekcji piłki ręcznej MOSiR-u trenuje około 120 chłopców. Młodzieżowe drużyny należą do czołówki województwa, a ich zawodnicy regularnie trafiają do kadr Małopolski.

Jednak największą satysfakcję trenerom wciąż sprawiają nie wyniki. Najbardziej cieszą ich sytuacje, gdy dawni zawodnicy wracają na halę po latach. Kiedy przyprowadzają własne dzieci. Albo kiedy sami zostają trenerami, nauczycielami czy sędziami.

Wtedy najlepiej widać, że piłka ręczna w Bochni to coś więcej niż dyscyplina sportowa. To tradycja, a także wspólnota ludzi, którzy od dziesięcioleci wierzą, że sport może wychowywać, uczyć i pomagać młodym ludziom w dorosłym życiu.


Partnerem publikacji jest MOSiR Bochnia.


PODOBNE ARTYKUŁY

Artykuły promocyjne

Ogłoszenia