Jerzy Lysy: „Burmistrz od 2 lat robi wszystko, aby udowodnić, że popierając go nie miałem racji” – WYWIAD

-

– Jeżeli mówimy o tzw. administrowaniu miastem, to mimo wielu wpadek, można wytrzymać. Natomiast gdy chodzi o tzw. działania strategiczne (głównie inwestycje ale nie tylko) to mieszkańcy Bochni widzą u burmistrza i jego doradców brak wyobraźni, brak zaangażowania, a co najgorsze – duże poczucie bezkarności – stwierdził w rozmowie z Bochnianin.pl Jerzy Lysy, radny miejski z klubu Bocheńska Wspólnota Samorządowa.

Tomasz Stodolny (Bochnianin.pl): – Popierał pan Stefana Kolawińskiego, gdy ten po raz pierwszy starał się o fotel burmistrza Bochni, poparł go pan także w drugiej turze ostatnich wyborów 2 lata temu. Teraz jest pan jego bodaj największym krytykiem…

JERZY LYSY (radny miejski, Bocheńska Wspólnota Samorządowa): – No to zacznijmy od początku: 10 lat temu ówczesny PIS-owski burmistrz Bochni, swoim uporem w sprawie decyzji środowiskowej przyczynił się do skreślenia obwodnicy Łapczycy z krajowej listy inwestycji drogowych a tworząc alternatywną firmę transportową, o mało nie doprowadził do upadku RPK – dobrej samorządowej firmy autobusowej, która obsługiwała miasto i 3 okoliczne gminy.  Nic dziwnego, że wtedy jako wójt gminy Bochnia nie miałem powodów aby go kochać. Dlatego gdy w klubie „Bochniacy dla Bochni” pojawiła się kandydatura Stefana Kolawińskiego, byłem z tego zadowolony, chociaż nie uważałem jej za najszczęśliwszą. Znałem bowiem jego możliwości, gdyż przez parę lat był moim pracownikiem – najpierw jako dyrektor wiejskiej szkoły a później – jako instruktor pływania na basenie w Proszówkach. Kolejne lata pokazały, że moje obawy były słuszne. Kandydat BdlaB wygrał, ale przez 8 lat w Bochni panował totalny marazm. Burmistrzowi Kolawińskiemu brakowało wizji rozwoju miasta i determinacji w działaniu. 

Jednak w 2018 zdecydowałem się poprzeć go przed 2-gą turą wyborów jako urzędującego od 8 lat burmistrza, gdyż uważałem, że S. Kolawiński jako burmistrz na kolejną kadencję – po uzupełnieniu wiedzy merytorycznej i zwiększeniu zaangażowania w pracę – będzie mniejszym złem dla Bochni niż rządy PIS-u, sterującego z Proszowic lub Brzeska swoim burmistrzem. Mam świadomość, że głównie moje poparcie (co publicznie potwierdził szef bocheńskiego PIS) zadecydowało, iż prowadzący po 1-szej turze z przewagą blisko 1000 głosów kandydat PIS – Krzysztof Kokoszka przegrał 2-gą turę różnicą 135 głosów ze Stefanem Kolawińskim. Ale on od 2 lat robi wszystko, aby udowodnić, że popierając go nie miałem racji. A radni z PIS-u jeszcze mu w tym pomagają tolerując fatalne działania, zgodnie z zasadą, że im gorzej działa S. Kolawiński tym dla nich lepiej, bo mogą mówić „nie chcieliście naszego kandydata to macie to co chcieliście”. Czyli na złość mamie odmrażają sobie uszy… Mnie najbardziej wkurza zmarnowany kredyt mojego zaufania i stąd moja krytyka. 

Przez te wszystkie lata jednym z najważniejszych tematów dla miasta była sprawa budowy łącznika autostradowego. Realizacja tej inwestycji wreszcie ruszyła.

– Nie ma się czym chwalić. W tym czasie w Brzesku powstały 2 łączniki autostradowe, a w Niepołomicach zaprojektowano i zrealizowano węzeł i łącznik, który pierwotnie nie był nawet planowany. U nas po 10 latach spychotechniki (inwestycji nie prowadzi miasto ani powiat) rozpoczęto budowę łatwiejszego odcinka od węzła A4 do ul Krzeczowskiej. Łącznik autostradowy jeszcze długo będzie wielką prowizorką. Terminy budowy odcinka od Krzeczowskiej do Brzeskiej nie są nawet wyznaczone, nie ma też ostatecznej trasy. Zdumiewa bierność władz miasta oraz gminy Bochnia, której też powinno zależeć na tej inwestycji z powodu zaplanowanej „za moich czasów” strefy przemysłowej w Gorzkowie.  

Finał prac przy innej ważnej inwestycji – rewitalizacji centrum – też już coraz bliżej. Nie cieszy się pan, że Rynek będzie teraz piękny…? 

– Wszystko jest szaro- buro- popielate. Północna część wygląda jak zejście do Mauzoleum Lenina w Moskwie, zaś południowa podobna jest do kwatery żołnierskiej na cmentarzu na Rakowicach . Zieleni jak na lekarstwo. Rynek zatracił swój charakter! Nic dziwnego, że burmistrz, mimo moich próśb, przez rok nie chciał opublikować wizualizacji Rynku po zmianach projektowych. Teraz okazało się że de facto jej nie ma! A przecież projektowanie tzw. ODNOWY kosztowało ponad pół miliona złotych więc chyba nikt łaski nie robi?! Terminy są ciągle przesuwane (nadal nie wiadomo kiedy będzie koniec!), a zapłata dla wykonawcy –zwiększana. Firma wykonawcza specjalizuje się w handlu kostką brukową więc się cieszy. Bardzo droga inwestycja (21 mln zł) podrożała już o kolejne 2 miliony zł.

Ale za to zapowiadana przez te wszystkie lata tężnia już jest, a oprócz walorów zdrowotnych, wspominano o niej jako „olbrzymim filtrze oczyszczającym powietrze” .

– Bzdury, ona od czasu do czasu sama paskudnie śmierdzi. Poza tym – pasuje tam jak kwiatek do kożucha, w dodatku brudnego – bo tak wyglądają bocheńskie Planty. Już kiedyś mówiłem, że budowanie w Bochni tężni za 8 mln zł (dotacja była niewielka) zamiast przekazania tej kasy na likwidację kotłowni węglowych, to po prostu perfumowanie brudasa. A można było np. dotować likwidację 800 kotłowni po 10 tys. zł i mieć autentyczny sukces ekologiczny w ciągu 2-3 lat. 

Ale to chyba dobrze, że pieniądze idą na inwestycje, które mają pomóc w rozwoju miasta?

– Po pierwsze – od lat pieniądze na inwestycje są w Bochni stosunkowo niewielkie. Np. w 2021 r wydatki majątkowe (21 mln) stanowią zaledwie 12%    w 170 –milionowym budżecie miasta. Totalna mizeria!

Po drugie – martwi mnie słaba dbałość o publiczne pieniądze. Inwestycje są za drogie. Wiadomo, że powinna decydować cena z przetargu (z tym też jest różnie) ale przecież ktoś wcześniej ustala sens i zakres prac. Bo gdyby burmistrz miał odnawiać Planty ze swoich prywatnych pieniędzy to chyba nie zacząłby od remontu 2 baraków o wątpliwej wartości historycznej i estetycznej (tzw. kuźnia i lodownia). A już na pewno nie forsowałby remontu tych baraków za 4 mln zamiast uzyskać zgodę konserwatora na wyburzenie i odtworzenie budynków według inwentaryzacji – za ok. 2,5 mln zł.

Zaskakująca jest uległość ekipy rządzącej Bochnią wobec roszczeń finansowych wykonawców – tak było z remontem „Kolejki”, który w ciągu kilku dni podrożał z 3,8 mln do 4,2 mln, tak jest ze skandaliczną modernizacją centrum miasta, podobnie było rok temu z drastycznym zwiększeniem kosztów wywozu śmieci w trakcie obowiązywania umowy.

Mieszkańców denerwują – a ja o tym głośno mówię na sesjach – pozorowanie oszczędności. Podczas wakacji burmistrz rozkopanej Bochni na 2 miesiące kazał wyłączyć oświetlenie ulic i zaoszczędził…  na połowę honorarium niepotrzebnie zatrudnionego koordynatora inwestycji (koordynuje trwające jednocześnie 3 inwestycje w centrum, z których każda ma swojego inspektora nadzoru(!)).

Na koniec – bardzo dziwi mnie odmienna ocena sytuacji finansowej Bochni. Szef burmistrzowego ugrupowania BdlaB ubolewa, że jest ona trudna podczas gdy burmistrz mówi, że wszystko z budżetem jest OK.  Ale może on ma jednak rację, bo na propagandę kazał sobie zapisać przy Domu Kultury aż 400 000 zł?!  Można się uśmiać gdyby to nie było takie smutne. 

Czy to trochę nie czepialstwo…?

– Raczej konstruktywna krytyka bardziej doświadczonego kolegi, niestety na ogół lekceważona. No i odpowiedź na syndrom strusia coraz częściej pojawiający się w Radzie Miasta. Jak większość bochnian odnoszę wrażenie, że niektórzy radni pracują dla diety albo dla innych konfitur związanych z funkcją publiczną. Dotyczy to zarówno BdlaB jak i PIS.  

Jest pan bardzo krytyczny wobec tej ekipy. Może jednak to przesada?

– Jeżeli mówimy o tzw. administrowaniu miastem, to mimo wielu wpadek, można wytrzymać. Natomiast gdy chodzi o tzw. działania strategiczne (głównie inwestycje ale nie tylko) to mieszkańcy Bochni widzą u burmistrza i jego doradców brak wyobraźni, brak zaangażowania a co najgorsze – duże poczucie bezkarności. Oraz przekonanie, że od rozliczeń są tylko Bóg i historia. No i że koniunkturalizm personalny i polityczny pomaga w utrzymaniu stołka… Nie dotyczy to zwykłych urzędników,którzy na ogół są kompetentni i w większości pracują bardzo rzetelnie.

Nie jest przypadkiem, że w ciągu 10 lat radni – nawet ci przychylni obecnemu burmistrzowi – już 4 razy nie dali mu absolutorium, a ostatnio nawet odmówili udzielenia wotum zaufania. 

Czego pan życzy mieszkańcom Bochni na 2021 rok?

 – Zdrowia, zdrowia, zdrowia i … dużo szczęścia. Reszta przyjdzie sama.

 A burmistrzowi ?

 – Tego samego czego zapewne on też mi życzy: spełnienia marzeń.

PODOBNE ARTYKUŁY

R e k l a m a

NAJNOWSZE

Artykuły promocyjne

Ogłoszenia

CO? GDZIE? KIEDY?

marzec, 2021

23,720FaniLubię
900ObserwującyObserwuj
1,150SubskrybującySubskrybuj
X