Kłótnia radnego z burmistrzem Bochni na sesji rady miasta. „Popudrować to trzeba pana”. Co tam się wydarzyło?

-

Do gorącej wymiany zdań doszło podczas czwartkowej sesji Rady Miasta Bochnia pomiędzy radnym Jerzym Lysym i burmistrzem Stefanem Kolawińskim. Zaczęło się od pytania o fotoreportaż z otwarcia szalet, a oliwy do ognia dolała uwaga sugerująca, że przy zarobkach w wysokości 18 tys. zł burmistrz przed godz. 15:00 już nie pracuje…

Od czego się zaczęło?

Uszczypliwości zaczęły się, gdy podczas punktu „wolne wnioski i zapytania” radny Jerzy Lysy zapytał kiedy odnowione budynki kuźni i lodowni zaczną spełniać zaplanowane funkcje.

Co się dzieje z oddaną do użytku i wyremontowaną za ciężkie pieniądze kuźnią i lodownią? Miała tam być informacja turystyczna. Już minął cały kwartał i nie ma. Miał tam być szalet, oczekiwałem nawet jakichś fotoreportaży z otwarcia szaletu z udziałem pana burmistrza, ale nie widziałem. Czy mógłby pan coś na ten temat powiedzieć? – zapytał radny Jerzy Lysy.

Panie radny Lysy, ja cały czas czekam na pana asystę przy otwarciu tego szaletu – odpowiedział Stefan Kolawiński, burmistrz Bochni.

Będę bardzo zaszczycony – wtrącił się Jerzy Lysy.

Na pewno tak… – stwierdził Stefan Kolawiński, po czym przeszedł do meritum odpowiedzi: – Trwa procedura przetargowa zmierzająca do wyłonienia osoby, która będzie dzierżawcą tego obiektu.

„Wiem, że za 18 tys. zł o tej porze burmistrz już nie pracuje”

Później, w dalszej części punktu „wolne wnioski”, radny Jerzy Lysy poruszając inny temat wtrącił następujące słowa: – Wiem, że za 18 tys. zł o tej porze (ok. godz. 14:40 – przyp. red.) burmistrz już nie pracuje, ale jeżeli ktokolwiek słucha, albo się nagra (…). [później w rozmowie z Bochnianin.pl radny wyjaśniał, że do tej uwagi sprowokowała go wyłączona kamera transmitująca obraz z gabinetu burmistrza].

Po kilku minutach na tę wypowiedź radnego zareagował Tomasz Ryncarz, naczelnik wydziału promocji i rozwoju miasta, który specjalnie w tym celu zszedł do sali obrad i zwrócił się do obecnych na sali: – Chciałem zapytać państwa wprost: dlaczego nie reagujecie na takie chamskie wywody, które tutaj trafiają z ust m.in. pana Jerzego Lysego? Mnie to uwłacza jako mieszkańcowi tego miasta, że ktoś sugeruje burmistrzowi tego miasta, że za X tys. zł jego o tej porze już nie ma. To jest naprawdę karygodne, żeby się tak traktować między sobą, a potem wszyscy wzajemnie oczekujemy od siebie, żebyśmy szanowali się tutaj na tej sali. Proszę to potraktować jako apel, aby takie sytuacje nie miały miejsca – powiedział Tomasz Ryncarz.

Przewodniczący rady miasta Bogdan Kosturkiewicz poczuł się w obowiązku wyjaśnić: – Mamy demokrację. Padają tu różnego rodzaju wywody, które są chętnie podchwytywane przez media. Nie mam możliwości ingerowania w to co ktoś mówi, jak się zachowuje. Mogę tylko apelować o to, aby państwo zachowali pewien poziom w swoich wypowiedziach. Jednocześnie mam prośbę do wszystkich pracowników urzędu, żeby jednak jak trwa sesja, dobrze byłoby, aby na pytania radnych udzielać odpowiedzi. Po to państwo tutaj jesteście, aby udzielać odpowiedzi na pytania radnych. Oni nie występują w swoim imieniu, ale w imieniu swoich wyborców.

Na pewno będą się zdarzały konfliktowe sytuacje. Mam nadzieję, że będzie ich możliwie jak najmniej i nie będzie takich problemów. Rzeczywiście ta uwaga była poniekąd niestosowna. Natomiast z drugiej strony prosiłbym pana burmistrza, żeby jednak był obecny w czasie naszej sesji. Jest godz. 14:45 i wypada, żeby jednak reprezentował urząd jako kierownik urzędu i odpowiadał na pytania radnych. Nieraz zadajemy pytanie w próżnię, ponieważ nie ma kto odpowiedzieć, a mieszkańcy oglądają te transmisje i wyciągają wnioski – dodał Bogdan Kosturkiewicz.

„Absurdalna sytuacja, możliwa tylko w Bochni”

Temat kontynuował radny Jerzy Lysy: – To jest jakieś kuriozum, że burmistrz wysyła urzędnika, żeby urzędnik zwracał uwagę radnemu co on ma gadać. Absurdalna sytuacja, możliwa tylko w Bochni. Kto w jaki sposób stosuje gradację, żeby określić pewne sytuacje…

Proszę przerwać panu radnemu… – wtrącił się Tomasz Ryncarz, a przewodniczący rady Bogdan Kosturkiewicz powiedział na to: – W tej chwili wyłączam państwa. To niedopuszczalna sytuacja, żeby przerywać radnym ich wystąpienie, bez względu na to co mówią, jak się zachowują. Bardzo proszę panie radny, nie przerywamy sobie.

Wielokrotnie pan również doświadczył na własnej skórze w jaki lekceważący sposób podchodzi nie tylko do pana, ale do poszczególnych radnych, którzy nie są prawomyślni, pan burmistrz i jego urzędnicy – kontynuował Jerzy Lysy.

Słowna przepychanka

W tym momencie radnemu przerwał burmistrz Stefan Kolawiński: – To jest skandaliczna wypowiedź nie nadająca się na sesję.

Następnie radny i burmistrz przepychali się słownie, wchodząc sobie wzajemnie w zdanie. Poniżej stenogram odzwierciedlający możliwie najdokładniej (niektóre słowa nie były zrozumiałe) przebieg tej dyskusji.

Jerzy Lysy: – Druga sprawa – wielokrotnie pan Jan Balicki mówił o tym na dwóch poprzednich sesjach – otrzymywaliśmy lekceważące odpowiedzi, wręcz kuriozalne.

Stefan Kolawiński: – To jest nieprawda. Skandaliczna…

Jerzy Lysy: – Mówił o tym Jan Balicki wyraźnie, że traktuje się radnych, nie tylko mnie…

Stefan Kolawiński: – Odpowiedzi dostaniecie normalnym trybem tak jak powinno być (…) one powinny się zgadzać z waszymi wyobrażeniami o odpowiedzi.

Jerzy Lysy: – Póki co panie Kolawiński, to radni i rada ma kontrolować pana robotę, a nie odwrotnie. Jak będzie w drugą stronę to będę się do tego dostosowywał, do radnego Kolawińskiego. Panie przewodniczący, dziękuję panu, że pan w sposób niezwykle czasami delikatny, zwraca uwagę na kuriozalny brak przygotowań pewnych dokumentów i my musimy kombinować nad porządkiem obrad.

Stefan Kolawiński: – Deleguję odpowiedź osoby, która się tym zajmuje. To nie jest żaden obowiązek dla burmistrza, żeby z panem dyskutować.

Jerzy Lysy: – Nie wycofuję się z ani jednego określenia, które zostało tutaj użyte, bo one nie są obraźliwe, tylko stwierdzają fakty.

Stefan Kolawiński: – Nie, oczywiście, nie są obraźliwe, dla pana mówienie o tym, że urzędnicy niekompetentni, leniwi to jest zupełnie nieobraźliwe oczywiście. Panie radny, pan przychodził do biura na godz. 12:00 i po paru godzinach szedł pan do domu. To jest pański stosunek do pracy.

Jerzy Lysy: – Panie kolego, mówiłem, że nie dotyczy to wszystkich urzędników, ale podtrzymuję, że dotyczy niektórych, w tym również niestety bardzo mi przykro panie burmistrzu, ale bardzo żałuję, że kiedyś pana poparłem, bo trzeba było jednak inaczej się zachować (radnemu najpewniej chodziło o poparcie przed drugą turą wyborów samorządowych w 2018 r. – przyp. red.).

Stefan Kolawiński: – To był gwóźdź do trumny, wie pan?

Jerzy Lysy: – Według mnie nie, bo dzięki temu ma pan na trumnie 18 tys. zł miesięcznie.

Stefan Kolawiński: – Za dużo pan sobie przypisuje zasług, panie Jurku, wie pan? To jest masakra.

Jerzy Lysy: – Przykro mi Stefan, ale zrobiłeś wszystko, żebym powiedział, że się pomyliłem.

Stefan Kolawiński: – Pan jest osobą, która psuje klimat dyskusji…

Jerzy Lysy: – Klimat dyskusji nie będzie na pewno pudrowany. Jeżeli sobie wyobrażacie, że to jest towarzystwo wzajemnej adoracji to się bardzo mocno mylicie.

Stefan Kolawiński: – Popudrować to trzeba pana.

Jerzy Lysy: – Z czasem również pana, będzie taki moment.

Stefan Kolawiński: – Już jestem pudrowany przecież, już pan powiedział.

Jerzy Lysy: – Będzie taki moment. Dziękuję bardzo. Życzę zdrowia.

Stefan Kolawiński: – Wszystkiego dobrego oczywiście.

„To jest rzeczą żenującą”

Pod koniec sesji próbowano jeszcze złagodzić atmosferę. Najpierw jednak przewodniczący rady przeczytał pismo radnych z klubu Bochniacy dla Bochni, którzy wnieśli o „większą kontrolę przy udzielaniu głosu poszczególnym radnym”. Nie chodziło jednak o wydarzenia sprzed kilku minut, ale sytuację wielokrotnego zabierania głosu przez radnego Jerzego Lysego podczas lutowego posiedzenia rady.

Zdajemy sobie sprawę, że doprowadzenie do tego, żeby obrady przebiegały bez takiego rozgardiaszu nie jest rzeczą łatwą, ale przewodniczący według prawa i regulaminu, który nas obowiązuje, ma narzędzia skutecznego przywołania do porządku jednej i tej samej osoby stale zakłócającej przebieg posiedzeń” – czytał Bogdan Kosturkiewicz i od razu skomentował: – Ciekawe, czy jak prowadzimy zdalnie, jaką mam możliwość? Jak widzieliście państwo – żadnej. Gdyby (radny) był tutaj na miejscu, mógłbym przywołać go do porządku, mógłbym skorzystać z różnych narzędzi.

Moim zadaniem jest przeprowadzenie sesji. Jestem takim samym radnym jak wy i mogę tylko apelować o troszkę więcej kultury. To co przed chwilą miało miejsce jest rzeczą żenującą. Cóż mogę zrobić w momencie, kiedy dwóch dorosłych panów przekrzykuje się wzajemnie, a cała Bochnia musi słuchać tych ich krzyków. Mam wielki szacunek dla pana radnego Jerzego Lysego, mam również wielki szacunek dla pana Stefana Kolawińskiego jako burmistrza Bochni i bardzo proszę, aby panowie zachowywali się godnie – zaapelował Bogdan Kosturkiewicz.

Wzajemne przeprosiny

Szanowni państwo oczywiście sam odczuwam dyskomfort. Rozumiem, że państwo z tym wszystkim niespecjalnie się czujecie, ale też mam nadzieję, że państwo zauważyliście, że w tej chwili zareagowałem tylko i wyłącznie – pewnie za bardzo gwałtownie – na zaczepki, które są stosowane wobec mnie przez jednego radnego. Wszystkich bardzo przepraszam za to zachowanie. Postaram się, żeby nic takiego w przyszłości nie miało miejsca – powiedział burmistrz Stefan Kolawiński.

Z kolei radny Jerzy Lysy przekonywał: – Też nie chciałem nikomu dokuczać, ale jako radny mam prawo wyrażać swoje opinie. Mało tego, mam prawo oczekiwać rzetelnego podejścia urzędników do odpowiedzi, w tym najważniejszych urzędników. Nie chciałbym robić swoją obecnością w radzie komuś dyskomfortu w słuchaniu albo prowadzeniu sesji. Natomiast dobrze państwo wiecie, że większość moich uwag jest merytorycznie w pełni uzasadniona. Moim mankamentem jest tylko to, że nie potrafię owijać w bawełnę tego co powszechnie się mówi po cichutku. Dziękuję i przepraszam uprzejmie pana kolegę Stefana, jeżeli poczuł się dotknięty. Moja uwaga była tylko i wyłącznie skierowana do działalności zawodowej, nie osobistej.

Do całej dyskusji odniósł się jeszcze radny Edward Dźwigaj: – Panie przewodniczący, mówi pan, że nie ma narzędzi. Mnie się wydaje, że jest możliwość w każdym momencie wkraczania w tej chwili akurat, kiedy wypowiadane są obraźliwe słowa i braku szacunku nie tylko do urzędników, ale generalnie do osób. Ten brak szacunku nas o tyle zniewala, że jeżeli tak ma być dalej, to ja w ogóle zrezygnuję z uczestniczenia w sesji, bo to nie ma sensu. Co chwilę czuję się obrażany.

Każdy z państwa jest dorosły, może wypowiadać to co mu do głowy przyjdzie. Natomiast bardzo proszę, abyście się państwo wypowiadali się w sposób kulturalny, inteligentny, aby nie powracać do pewnych tematów, bo to nic nie daje. Jesteśmy dorośli, mamy już swoje lata, powiem szczerze: na pewno mamy już bliżej niż dalej, mówię również o sobie, bo takie jest życie niestety. Tak jak początku wspominaliśmy trzech naszych kolegów, nikt z nas nie wie kto jest następny. Ktoś nas kiedyś rozliczy z naszego zachowania, postępowania. Sumienie, rozsądek, pewien umiar w wypowiedziach, unikanie złośliwości, bo to nie ma sensu, do niczego nie prowadzi. Mieszkańcy oczekują od nas merytorycznej dyskusji – zaapelował na koniec sesji przewodniczący Bogdan Kosturkiewicz.

PODOBNE ARTYKUŁY

Artykuły promocyjne

Ogłoszenia

grudzień, 2022