Dziś obchodzimy Dzień Flagi Rzeczypospolitej Polskiej. Data tego święta nie jest przypadkowa. 2 maja 1945 roku, w ostatnich godzinach walk o Berlin, polscy żołnierze zawiesili biało-czerwoną flagę na Kolumnie Zwycięstwa – jednym z najbardziej symbolicznych miejsc niemieckiej stolicy. Tę historię przypomina Aleksander Rataj, mieszkaniec Bochni, który przez wiele lat znał osobiście Mikołaja Troickiego – oficera Wojska Polskiego, inicjatora tamtego wydarzenia.
Pan Aleksander napisał do nas, że nie zależy mu na rozgłosie. Chce przede wszystkim, jak sam ujął, „ocalić od zapomnienia” opowieści, które przed laty usłyszał od Troickiego. Poznali się jesienią 1968 roku w Warszawie, w budynku przy ul. Erazma Ciołka, gdzie działał Ochotniczy Hufiec Pracy. Troicki był tam zastępcą komendanta, pan Aleksander mieszkał piętro wyżej.
Znajomość szybko przerodziła się w bliższą relację. Po powrocie pana Aleksandra w rodzinne strony były żołnierz odwiedzał go także w Uściu Solnym. To wtedy, przy okazji kolejnych rozmów, wracały wojenne wspomnienia.
Mikołaj Troicki miał życiorys, w którym odbija się skomplikowany los wielu Polaków czasu wojny. Walczył w kampanii wrześniowej, działał w konspiracji, został wywieziony na roboty przymusowe do okupowanej Jugosławii, a później trafił do partyzantki walczącej z Niemcami. Po latach pan Aleksander zapamiętał szczególnie opowieści o dramatycznych ucieczkach, walce o przetrwanie i uporze, by wrócić do regularnego wojska.
Pod koniec wojny Troicki znalazł się w szeregach 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki. W maju 1945 roku jego oddział walczył już w Berlinie, w rejonie Tiergarten, niedaleko Kancelarii Rzeszy. To właśnie tam, według relacji przekazanej panu Aleksandrowi, Troicki miał wpaść na pomysł zawieszenia polskiej flagi na Kolumnie Zwycięstwa.
„Ponieważ nie mieliśmy wystarczająco dużej flagi, tylko takie maleńkie, wydałem rozkaz podwładnym: przygotować flagę wielkości kilku metrów” – wspominał po latach.
Flagę wykonano naprędce. Biel miała pochodzić z prześcieradła, czerwień z materiału na pierzynę, a całość spięto drutem. Na szczyt ponad 60-metrowej kolumny weszło pięciu żołnierzy: Mikołaj Troicki, Antoni Jabłoński, Kazimierz Otap, Eugeniusz Mierzejewski i Aleksander Kasprowicz.
Nie była to spokojna, pamiątkowa scena z końca wojny. Wokół wciąż trwały walki, a żołnierze obawiali się niemieckich snajperów. Wchodzili po krętych, żelaznych schodach, potykając się o kable telefoniczne. Mimo to udało się przymocować flagę do balustrady na szczycie kolumny.
Po zejściu na dół Troicki miał ustawić swoich ludzi w szeregu i powiedzieć:
„To właśnie nam przypadło dokonać aktu sprawiedliwości dziejowej, by w sercu odwiecznego wroga Polski zawiesić naszą Narodową Flagę”.
Po wojnie o tym wydarzeniu przez długi czas nie mówiono głośno. Sam Troicki również doświadczył represji. Z powodu wcześniejszej służby w jugosłowiańskiej partyzantce związanej z Josipem Brozem Titą trafił po 1948 roku do więzienia.
Dopiero później zaczęto szerzej przypominać historię polskich żołnierzy, którzy 2 maja 1945 roku zatknęli Biało-Czerwoną w Berlinie. Troicki spotykał się z młodzieżą, opowiadał o wojnie, bywał także w Bochni i Uściu Solnym.
Dla pana Aleksandra ta historia ma nie tylko wymiar historyczny, ale też bardzo osobisty. To nie jest opowieść przeczytana w podręczniku, lecz wspomnienie człowieka, którego znał, odwiedzał i słuchał. Jak napisał w liście do naszej redakcji: „Rzecz w tym, ażeby zachować w pamięci to, co najbardziej na pamięć naszą zasługuje”.











